Menu

We cannot deny

About Site

Were you weak, was I strong

Dodaj do ulubionych

Blog: tragikomiczne
Autor:Eurodyka

Elit Site

I've never wanted anyone so bad

LEN ALANA CAIT SOFONIA CLEM P.YGREK NO SOLUTION

Mine

Would you believe me

About

Some people wait a lifetime

Opowiadanie o Faith Martin, Amerykance z przymusu, Angielce z pochodzenia i Komediantce z wyboru. Obecnie zamieszkała w Szkole Magii Hogwart oraz u wrednej ciotki Elgaret. Poprzednie rozdziały można znaleźć wchodząc tutaj

Archives

And I'll cherish all the love we share

maj (3)
sierpien (2)

marzec (1)

Layout

Kaleidoscope of colors

Lay by Carla
for tragikomiczne


History of life of Faith Martin

When you looked into my eyes

25. Śniegowy Potwór i Oświadczyny

niedziela, 14.marca.2010, 21:34
Cóż. Wiem, wiem. Nie spisuję się w tym roku. Ale sami rozumiecie... Notka jest raczej dramatyczna, ale jest jeden zabawny moment. I dla niego warto przeczytać całą notkę. A teraz biorę się za pisanie notki na Leanne i Jane, więc dajcie z siebie wszystko tutaj by mnie zagrzać do walki :P
Smacznego.


Noel trząsł się spazmatycznie, stawiając szybkie kroki. Echo zwielokrotniało odgłosy i nagle zamek wydał się wypchany tłumem poltergeistów.
Nie mógł uwierzyć w to, co się wydarzyło. Jeszcze nigdy nie było przypadku aby McGonagall zbagatelizowała jego szlaban! Na pewno mu uwierzyła, nie w tym leżał problem. Nie chciała po prostu ukarać gościa. Wygląda na to, że jest kimś ważnym...
On na to nie pozwoli. Faith i ten jej... chłopak, pozostawieni samym sobie, zburzą szkołę. W takiej sytuacji nie może wyjechać. To byłaby zdrada wobec jego tytułu Prefekta Naczelnego.
Na dodatek zostają Huncwoci... I ci Amerykanie. Nie ma mowy. Zostaje. Hogwart go potrzebuje.

Siedzieliśmy przy stole. Dakota szuflowała z prędkością godną samej mnie. Niedługo odjeżdżał pociąg, większość osób już tam była. Stół Gryffindoru był jedynym tak tłumnie obsiedzianym. Poza mną i moimi Amerykańskimi przyjaciółmi siedzieli tu jeszcze Potter i Black. Dalej przycupnęła jakaś biedna trzynastoletnia sierotka.
I...Nagle na moją głowę coś się zwaliło. No tak, zapchlona sowa Leanne.
Jednak nawet to pechowe lądowanie nie mogło zepsuć mi humoru. Miałam przed sobą przerwę świąteczną z najlepszą ekipą do zabawy jaka kiedykolwiek mogła powstać (no może brakowałoby tylko Dakoty i Edith) i właśnie dostałam list od kogoś poza Hogwartem, kto się mną interesował. Prawie jak rodzice...
Szybko rozerwałam wściekle zieloną kopertę ozdobioną ostrokrzewem.

Moja Kochana Faith!
Być może powinnam napisać do Ciebie kiedy indziej, nie jestem w nastroju wybitnie optymistycznym. Wolałabym jednak by sowa wróciła do mnie tak bym mogła ją jeszcze wysłać do Ciebie z prezentem. Chyba uzależniłam się od Twoich listów. Może chciałabyś mnie odwiedzić w czasie przerwy świątecznej? Nie chcę się nad sobą użalać, ale średnio uśmiecha mi się spędzenie jej samotnie. Tak, właśnie tak. Nie będę pracować. Ten drań mnie zwolnił. Co prawda jest jeszcze to hospicjum, ale sama rozumiesz...
Nie opowiadałam Ci chyba jeszcze, dlaczego nie mam rodziców. Mój ojciec... Nic Ci o nim nie mogę powiedzieć z tej prostej przyczyny, że dokładnie tyle wiem, że istniał. I to raczej z teorii niż z wzmianek mojej matki. Moja matka... Nie jestem pewna czy byś ją polubiła. Na pewno byś ją jednak szanowała. Pamiętasz tego chłopaka, z którym nieustannie się kłóciłam w Hogwarcie? Byłam w pierwszej klasie, a moja mama uczyła Obrony Przed Czarną Magią. Właśnie dlatego mnie znienawidził. Mama mnie nie faworyzowała- wręcz przeciwnie, była dla mnie bardziej surowa i prawdopodobnie właśnie dlatego mam taki uraz do zaklęć z tego zakresu. Mimo wszystko miał do mnie jakąś pretensję... Podejrzewam, że ta cała nienawiść to skutek wielu niesprzyjających przypadków... Zresztą, nieważne.
Mama zmarła kilka miesięcy później, w wakacje, pozostawiając mi gigantyczną willę i konto u Gringotta. Mamy wiele wspólnego, nie sądzisz?
Dobra, już nie na powyżalałam. Co u Ciebie słychać? Jak się mają Twoi przyjaciele? Zarówno Angielscy jak i Amerykańscy. Chciałabym ich poznać- zwłaszcza Craiga.
Pozdrawiam,
Leanne.


Przyznaję, drugi raz tego listu raczej nie uda mi się przeczytać. Moje łzy rozmazały całą treść.
-Faith?- pierwszy zauważył to Syriusz- Co się stało?
Wszyscy spojrzeli na mnie, zalaną łzami.
-Bo to takie smutne!- zaszlochałam głośno- Łaa... Biedna Leanne. Muszę... Muszę... AAA!
Wstałam i niemal jak na skrzydłach pobiegłam do nauczycielskiego stołu. Zatrzymałam się tuż przed dyrektorem i babcią Gray'a.
-Dzień dobry- przywitałam się, starając uśmiechnąć- Przepraszam, że przerywam w trakcie tak wielkich rzeczy jak poranny posiłek...
Dyrektor obdarzył mnie szerokim uśmiechem.
-Na pewno masz ważny powód.
-Chciałabym prosić o pozwolenie na spotkanie się z przyjaciółką... Ja i Gray. Najlepiej 24 lub 25 po śniadaniu... Wiem, że to święta, ale właśnie dlatego to jest takie ważne. Kiedy przyjaciel sam spędza święta, trzeba reagować.
Usłyszałam, że ktoś podchodzi do mnie. Nie musiałam się odwracać by wiedzieć kto to. Poznałabym go w środku puszczy, ale w życiu mu tego nie powiem.
-To absolwentka Hogwartu, Leanne Jorday.
-Leanne?- powtórzył rozbawiony dyrektor- Ojej, co u niej?! To zawsze była taka przemiła, przezabawna, inteligentna osóbka!
-Wszystko dobrze... No może poza tym, że sama spędza święta i znowu ją zwolnili.
-Oczywiście, nie będę robił problemów jeśli to taki szlachetny cel!
-Może pójdziemy do Hogsmead i nas teleportuję?- zaproponowała babcia Graya- Chciałam odwiedzić kilka osób w Londynie...
-A więc wszystko ustalone- ucieszyłam się i spojrzałam na Graya- Poznasz najzabawniejszego dorosłego w swoim życiu.

Staliśmy wszyscy przy pociągu. Wyjątkowo towarzyszyła nam też Lily. Chociaż trudno to tak nazwać... Trzeba by raczej powiedzieć, że stanęliśmy obok Jamesa, który starał się dostać od niej na pożegnanie buziaka.
-Ale Evans, toż to zbrodnia!- zawołał James- Nie możesz mi wiecznie odmawiać, bo posiwieję!
-Może to trochę zmniejszyłoby twoje rozdmuchane ego- odparła zgryźliwie. Hm... Przez ten płacz zaburzyła mi się reputacja, trzeba coś zrobić...
-Potter, źle to robisz!- zawołałam i puściłam rękę Graya, jednocześnie wyciągając różdżkę. Podbiegłam do nich i zakończyłam ten bieg efektownym wślizgiem. W efekcie kucałam efektownie przed panną Evans, a w ręku trzymałam wianek z wielkich zielonych lilii o pomarańczowych liściach, który wyczarowałam w międzyczasie. Lily patrzyła na mnie z przerażeniem w oczach.
-Lily, moja muzo! Cóż ja bym zrobił bez blasku twoich włosów w świetle bibliotecznej świecy, gdy pochylona nad pergaminem kreślisz wąskie litery! Chciałbym być wtedy piórem w twoim ręku byś trzymała mnie tak delikatnie, z takim namaszczeniem! Byłbym twoim rycerzem gdybyś była damą w opałach i twoim krwiodawcą gdybyś była wampirem! To przez ciebie jeszcze wstaję co rano, trzymany przy życiu bez ciebie tylko namiastką twego towarzystwa! Twój uśmiech jest dla mnie słońcem, wokół którego kręcę się jak Ziemia! Moja orbita jednak jest zbyt oddalona, gdyż trzymasz mnie od siebie daleko siłą grawitacji... Gdybym tylko mógł osiągnąć trzecią prędkość kosmiczną i wyrwać z tych ograniczeń! Nie ważyłbym na temperaturę i na lata świetlne...
Zamilkłam... Wstałam i otrzepałam się. Wszyscy patrzyli na mnie zdziwieni. Potter, zawiedziony, zastygł z piórem przy ręku. Najwyraźniej notował moje słowa.
-No co- zmieszałam się- Zabrakło mi weny.
Gray pierwszy wybuchnął śmiechem. Chwilę później dołączyli do niego inni. Lily się nawet do mnie wyjątkowo uśmiechnęła. Nałożyłam jej na głowę wianek i szepnęłam do ucha.
-Nikt nie potrafi tak pięknie mówić jak ja, ale nikt nie potrafi szczerzej kochać niż Potter.
Uśmiechnęłam się do zmieszanej, zaniepokojonej dziewczyny i zwróciłam do wystających z pociągu głów.
-Dziękuję, dziękuję- powiedziałam, kłaniając się głęboko.
Podeszłam do przyjaciół.
-Nie rób tego więcej, bo będę zazdrosny!- zawołał do mnie- ku uciesze gawiedzi- urażony Potter.
Uśmiechnęłam się tylko. Chwilę później przyglądaliśmy się jak pociąg odjeżdża. Gray stał za mną i mnie obejmował. Nachylił się teraz nisko nade mną (przypominam, że przy jego wzroście przypominam trochę krasnala) i szepnął mi do ucha.
-A więc słyszałaś.
Zamknęłam oczy i skinęłam głową.

Siedziałam na łóżku, wpatrując się w monotonny obraz pola za oknem. Nie myślałam. Obejmowałam kolana rękoma i suszyłam łzy na policzkach. Nie zamykałam oczu nawet na chwilę. Inaczej stawała mi przed oczami Ta scena. Gorzej było z uszami. W całkowitej ciszy niemal nieustannie wysłuchiwałam dźwięku zderzenia i gniecionej stali... Z ulgą przyjęłam skrzypnięcie drzwi- mogłam spojrzeć na Graya, wdać się z nim w głupią rozmowę- nie widzieć, nie słyszeć i nie pamiętać. Gray musiał przed chwilą wziąć prysznic, bo miał mokre włosy. Miał na sobie tylko dżinsy. Klapnął obok mnie na łóżku.
-Która?- zapytałam, chociaż mnie to nie interesowało. Chciałam po prostu zagłuszyć ten pisk opon.
-Dziewiąta- burknął- Mama zakazała mi przynosić ci śniadanie do łóżka dopóki nie weźmiesz prysznica. Siedząc obok ciebie rozumiem dlaczego.
Szturchnęłam go bez złości. Miał rację: śmierdziałam. Tylko trzy razy udało mi się zmusić do wzięcia prysznica w ciągu ostatnich trzech tygodni. Za pierwszy razem po kilku sekundach usiadłam w brodziku i rywalizowałam z aparaturą w częstotliwości wydawania kropli. Matka Graya wyciągnęła mnie po półgodzinie- niemal zamrożoną. Złapałam przeziębienie. Za drugim razem weszłam do wanny i prawie się zabiłam, bijąc rekordy we wstrzymywaniu powietrza pod wodą. Ostatnim razem obyło się żadnych ekscesów- głównie dlatego, że trwało to kilka minutek.
-Dobra, pójdę- zgodziłam się i wstałam. Powstrzymałam się od zamknięcia oczu gdy przed oczami pojawiły mi się mroczki. Stanowczo za rzadko wstaję. Jednak najwyraźniej stałam zbyt długo, bo Gray się zorientował. Złapał mnie za ramię.
-Spokojnie, bez żadnych gwałtownych ruchów- ostrzegł. Szarpnęłam lekko ręką.
-Nie jestem inwalidą, Gray!- warknęłam- Potrafię sama sobie poradzić.
I rzeczywiście tak się stało. Wzięłam szybką kąpiel i wróciłam do gościnnego pokoju Grayów w świeżej piżamie. Gray wykorzystał moją nieobecność i zmienił pościel. Doprawdy, czuję się tutaj jak w szpitalu.
Gdy tylko założył prześcieradło wyminęłam go i rzuciłam się na łóżko. Gray przewrócił z politowaniem oczami i rzucił mi kołdrę do przykrycia.
-Powinnaś wyjść na spacer- poinformował- Inaczej nabędziesz uczulenia na powietrze- zakpił.
Uśmiechnęłam się leniwie.
-Kiedy mi się chce spać- mruknęłam, a potem skrzywiłam się- Twoi rodzice muszą mnie nienawidzić. Narzucam się im jak jakiś durny krewny.
Gray skrzywił się. Nie lubił, gdy zaczynałam się zastanawiać, dlaczego tu jestem i gdzie mogę się udać, żeby ich nie męczyć.
-Mówiłem ci, rodzice uznają cię niemal za członka najbliższej rodziny. Wiesz, jak ukochany pies, którego nieustannie trzeba karmić i układać do snu.
Roześmiałam się. Dziwne. Gray potrafi być zabawny bez złośliwości.
-Dobra- oznajmiłam, wyłażąc spod kołdry- Psa trzeba wyprowadzać, panie Gray.
Podrapał się z zastanowieniem w głowę, choć na ustach błąkał się triumfalny uśmiech.
-Ciekawe, gdzie podziała się smycz...
To był raczek krótki spacer. Po powrocie trochę zjadłam i wróciłam do łóżka. Już prawie spałam, gdy ktoś wszedł do środka. Nie miałam ochoty się odzywać,więc udawałam, że śpię. Gray usiadł na podłodze przy moim łóżku.
-Musisz być silna, Faith. To dla ciebie tak wcześnie wstaję, chociaż jesteś tylko cieniem siebie.


Wracaliśmy do Hogwartu. Vince dzielił się z Potterem swoją wiedzą z zakresu eliksirów. Coś mi się widzi, że mój przyjaciel w swoim fanatycznym uwielbieniu do opowiadania o swoich eksperymentach zapomniał, komu o tym opowiada. Obawiam się, że James nie wykorzysta najrozsądniej odkryć Vince'a.
Dalej za nimi szła Bridget i bezczelnie podrywała Syriusza. A mu- że tak powiem- w to mi graj.
Gray próbował mnie na początku obejmować podczas tego spaceru, ale ze względu na różnicę wzrostu było to dość trudne. Ze względu na różnicę wzrostu i wielkie zaspy. Nie muszę mówić, że zakrywały mnie niemal po nos? No dobra, może przesadzam troszeńkę...
-Pamiętasz ten dzień w buszu?- zapytałam Graya- Ten, w którym zwaliłeś nas z pagórka?
-Przepraszam cię bardzo! To był wypadek!
-Nie wypadek tylko twoja głupota...- zauważyłam złośliwie- Powinieneś trochę lepiej znać prawa fizyki, wiesz?
-Nieważne. To o co ci konkretnie chodzi? Może o ten moment, w którym niemal wyznałem ci szaleńczą miłość? - zakpił, a widząc moją naburmuszoną minę tylko się uśmiechnął- Ciekawe, jakby to wszystko wyglądało, gdyby nie pojawiła się Gisela... Chociaż, to całkiem oczywiste. Spławiłabyś mnie, to było po tobie widać. Żałuj, że nie widziałaś swojej twarzy... To przerażenie... Gdybym nie trzymał twoich rąk, zatkałabyś mi gębę. W zasadzie, z perspektywy czasu, chyba się cieszę...
Przewróciłam oczami. Czas na zmianę tematu, zrobiło się zbyt dramatycznie.
-Hm... Zawsze chciałam pojeździć na nartach, co ty na to?
Uniósł brwi i rozejrzał się.
-Nie ma tu ani górki ani nart- zauważył, jak zwykle do bólu przyziemny. Energicznie podniosłam się z ziemi i chwiejnie stanęłam na nogach. Podałam rękę Grayowi.
-To zrobimy!- zawołałam- Hej, wy! Robimy górę śniegową!
Wszyscy zwolnili i po chwili staliśmy w jednej grupie. Wszyscy rozglądali się po błoniach.
-Pomysł jest fajny, ale co myślicie o tym by go trochę urozmaicić?- zaproponowała Bridge- Stwórzmy na przykład gigantycznego renifera! Albo Mikołaja!
Nie obyło się bez pomocy mioteł i różdżek. W zasadzie tylko dzięki tym akcesoriom byliśmy w stanie zrobić tak wielką śniegową rzeźbę. Podziwialiśmy swoje dzieło z najbliższej wieży. Naprawdę dawno nie widziałam czegoś takiego...
-Kto by pomyślał- odezwał się nagle Syriusz- Że można się świetnie bawić nikogo przy okazji nie wkurzając.
-Przepraszam cię bardzo, ja byłem bardzo wkurzony, gdy zasypałeś mnie śniegiem! To mógł być mój grobowiec, wiesz?- zawołał James urażony.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Szablon wykonala Carla na potrzeby No Solution. Wszytkie ważne informacje zwiazene ze stron? na FORUM